W Morszynie czynna była
Wakacje |Katalog |TotoMix„W Morszynie czynna była jeszcze stołownia komitetu pomocy dla uchodźców, gdzie za małą opłatą otrzymaliśmy skromny obiad. Nastroje wśród dyżurujących pań i panów były bardzo minorowe. Rozmawiano mało i przeważnie półgłosem. Opowiadano sobie historie o rozrzutności oficerów i funkcjonariuszy sowieckich, obficie zaopatrzonych w polskie pieniądze. Mówiono o stuzłotowych napiwkach, dawanych służbie kąpielowej po jednodniowym pobycie w hotelu zakładowym.
Na południowym skraju Morszyna wznosił się piękny budynek nadleśnictwa Lisowice. Uważałem za wskazane zajrzeć tam i zasięgnąć języka o stosunkach w strefie pogranicznej. Poczynając od Doliny miałem wielu dobrych znajomych, rozsianych po karpackich nadleśnictwach, leśnictwach i gajówkach. Ich pomoc mogła być dla nas bezcenna.
Wywiad w Lisowicach wypadł bardzo smętnie. Budynek był szczelnie zamknięty i na pozór zupełnie pusty. Poszukując możliwości wejścia od tyłu, od strony kuchni, natknęliśmy się przypadkiem na jakiegoś adiunkta czy sekretarza nadleśnictwa, który przyjął nas nader ozięble i do wnętrza nie wpuścił. Dopiero po jakimś czasie zdołałem wzbudzić w nim pewne zaufanie, powołując się na liczne nazwiska funkcjonariuszy administracji leśnej. Dowiedziałem się, że na pograniczu zapanowała sytuacja bardzo niewyraźna, a służba leśna jest zdziesiątkowana przez aresztowania. Miejscami ludność dopuszcza się samosądów, załatwiając stare porachunki na tle kar za kłusownictwo i kradzieże leśne. Wszędzie daje się szczególnie we znaki samowola milicji chłopskiej, powołanej do życia przez władze okupacyjne. Nadleśniczy w Bolechowie jeszcze jest na wolności, ale spodziewa się aresztowania z dnia na dzień. Patrząc na nas znacząco, sekretarz zakończył swoją relację oświadczeniem, że patrole sowieckie codziennie wyłapują oficerów polskich, zamierzających przekroczyć granicę węgierską.“(1)
| Odmeldowuję się i wychodzę >>>>
Karma dla psów |pozycjonowanie |hmb